Sierra Nevada to pasmo górskie w południowej Hiszpanii, w Andaluzji. Znajduje się tam wiele gór o wysokości ponad 3 tysięcy metrów, w tym najwyższy szczyt kontynentalnej Hiszpanii – Mulhacén (3482 m n.p.m.). Ta imponująca góra przyciąga turystów nie tylko ze względu na swoją wysokość, ale również na piękne widoki.
Wpisz nazwy pasma górskiego 1. Góry w środkowej Azji na terytorium Rosji, Kazahstanu, Mongolii i Chin, długości ponad 2000km, wysokości do 4506m n.p.m. (Biełucha); powstały w fałdowaniu kaledońskim i hercyńskim, odmłodzone w alpejskim; na ich obszarze znajduje się ponad 800 lodowców i 3000 jezior; góry te nazywają się _____
Tatry ( 514.5, słow. Tatry, niem. Tatra, węg. Tátra) – najwyższe pasmo w łańcuchu Karpat, również najwyższe między Alpami a Uralem i Kaukazem. Są częścią Łańcucha Tatrzańskiego, w Centralnych Karpatach Zachodnich. Ten artykuł dotyczy pasma górskiego. Zobacz też: inne znaczenia słowa Tatry. Tatry. Tatry Wysokie, widok z
Cordillera Domeyko) – pasmo górskie w Andach, w północnym Chile, na zachód od Salar de Atacama. Pasmo ma przebieg południkowy i rozciąga się na długości około 600 km [2] [3]. Najwyższy szczyt Gór Domeyki to Cerro Quimal o wysokości 4278 m n.p.m. [4] Masyw został utworzony z materiałów intruzyjnych i paleozoicznych i rozciąga
przymiotnik od: tien-szan (pasmo górskie w azji) Wszystkie rozwiązania dla PASMO GÓRSKIE W TIEN-SZANIE. Pomoc w rozwiązywaniu krzyżówek.
rozległe pasmo górskie w Azji Środkowej: Mardin: pasmo górskie w południowo-wschodniej Turcji: Witwatersrand: pasmo górskie w Republice Południowej Afryki: Davis: pasmo górskie w USA, stan Teksas: Mekran: pasmo górskie w Iranie i Pakistanie
. Prognoza pogody na Łysej Górze na dzisiaj. Sprawdź, jakie warunki pogodowe będą i w kolejnych dniach. W poniedziałek temperatura na Łysej Górze (Góry Świętokrzyskie) ma wynieść 18 °C. Z kolei spodziewana prędkość wiatru to 10 km/ na Łysej Górze (Góry Świętokrzyskie), pogody dla Łysej Góry (Góry Świętokrzyskie) na poniedziałek o godz. 15:00 przewiduje:Temperatura: 22 °C Prędkość wiatru: 16 km/h Prognoza pogody dla Łysej Góry (Góry Świętokrzyskie) na poniedziałek o godz. 18:00 przewiduje:Temperatura: 21 °C Prędkość wiatru: 10 km/h W poniedziałek o godz. 21:00 na Łysej Górze przewidywane są następujące warunki:Temperatura: 17 °C Prędkość wiatru: 2 km/h Na Łysej Górze (Góry Świętokrzyskie) o godz. 00:00 spodziewane są:Temperatura: 16 °C Prędkość wiatru: 3 km/h Prognozę pogody dla Łysej Góry na najbliższy tydzień znajdziesz GóraŁysa Góra jest szczytem w Górach Świętokrzyskich o wysokości 595 m Znajduje się we wschodniej części pasma Łysogór w Nowej Słupi. Jest drugim szczytem pod względem wysokości w tych górach. Najwyższym szczytem jest Łysica. Szczyt objęty jest ochroną w ramach Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Prognoza pogody dla Łysej Góryponiedziałek, ciągu dnia na Łysej Górze (Góry Świętokrzyskie) odczuwalna temperatura wyniesie 17 °C. Możliwość pojawienia się opadów wynosi 5%.Minimalna temperatura: 12 °C, Maksymalna temperatura: 22 °C, Prędkość wiatru: 10 km/h, W nocy z poniedziałku na wtorek najniższa przewidywana temperatura wyniesie 15 °C, a prędkość wiatru 5 km/h. wtorek, temperatura w ciągu dnia na Łysej Górze ma wynieść 18 °C. Prawdopodobieństwo opadów to 22%.Minimalna temperatura: 15 °C, Maksymalna temperatura: 21 °C, Prędkość wiatru: 9 km/h, W nocy z wtorku na środę minimalna temperatura ma wynieść 14 °C, natomiast prędkość wiatru - 6 km/h. środa, temperatura w ciągu dnia na Łysej Górze ma wynieść 20 °C. Prawdopodobieństwo opadów szacuje się na 3%.Minimalna temperatura: 15 °C, Maksymalna temperatura: 24 °C, Prędkość wiatru: 7 km/h, W nocy ze środy na czwartek najniższa przewidywana temperatura wyniesie 14 °C, natomiast wiatr ma mieć prędkość do 4 km/h. czwartek, temperatura w ciągu dnia na Łysej Górze ma wynieść 22 °C. Prawdopodobieństwo opadów szacuje się na 0%.Minimalna temperatura: 14 °C, Maksymalna temperatura: 25 °C, Prędkość wiatru: 8 km/h, W nocy z czwartek na piątek minimalna temperatura wyniesie 16 °C, natomiast wiać ma z prędkością 4 km/h. Zapowiada się bezdeszczowa noc. piątek, dnia odczuwalna temperatura na Łysej Górze ma wynosić 25 °C. Prawdopodobieństwo opadów szacuje się na 2%.Minimalna temperatura: 15 °C, Maksymalna temperatura: 29 °C, Prędkość wiatru: 10 km/h, W nocy z piątek na sobotę najniższa przewidywana temperatura wyniesie 18 °C, a z kolei prędkość wiatru 6 km/h. sobota, dnia odczuwalna temperatura na Łysej Górze ma wynosić 16 °C. Prawdopodobieństwo opadów szacuje się na 20%.Minimalna temperatura: 16 °C, Maksymalna temperatura: 19 °C, Prędkość wiatru: 17 km/h, W nocy z soboty na niedzielę minimalna temperatura wyniesie 10 °C, natomiast wiać ma z prędkością 6 km/h. Promocje na gadżety turystyczneMateriały promocyjne partnera Pogoda na Łysej GórzeKlimat wyżej usytuowanych obszarów Świętokrzyskiego Parku Narodowego przypomina klimat Beskidu Niskiego i Sądeckiego. Najzimniejszym miesiącem jest styczeń, a najcieplejszy lipiec. Zima w tych obszarach trwa przez około 121 dni, a lato tylko przez 57 dni. Panują tu więc dosyć surowe warunki. W wyższych partiach często obserwowane są również opady deszczu. Największe opady deszczu przypadają na lipiec. ZOBACZ KONIECZNIENajdziwniejsze zakazy dla turystów - za to słono zapłacisz!Szlaki na Łysą GóręNa Łysej Górze jest węzeł szlaków turystycznych. Rozpoczyna się tu niebieski szlak turystyczny, który prowadzi do Pętkowic. Przez Łysą Górę przechodzi czerwony Główny Szlak Świętokrzyski im. Edmunda Massalskiego, który prowadzi z Gołoszyc do Kuźniaków. Cały Główny Szlak Świętokrzyski ma długość 105 km. Ciekawostki o Łysej GórzeNa szczycie znajdują się: Gołoborze - charakterystyczne dla gór Świętokrzyskich. Skalne rumowisko Rezerwat przyrody – obejmuje las bukowo-jodłowy. Pozostałości wału kultowego przedchrześcijańskiego miejsca kultu Słowian Muzeum Parku Narodowego Klasztor Misjonarzy Oblatów Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze Święty Krzyż - wieża o wysokości 157 m. Promocje na spodnie trekkingoweMateriały promocyjne partnera
Gospodarze zaskoczyli nas z rana wątróbką z cebulką. Pięknie dziękujemy, żegnamy się i uderzamy w kierunku Iranu. Jako, że dom naszych gospodarzy był ostatnim w mieście, sto metrów od furtki zaczyna się pierwszy dzisiaj, blisko dziesięciokilometrowy podjazd. Trochę zasmuceni tym faktem, psychicznie nastawiamy się na co najmniej godzinne podjeżdżanie, jednak los miał dla nas inne plany na ten ranek. Dosłownie po przejechaniu stu pierwszych metrów i kilku obrotach korbą łapie nas autostop. Nie my go, lecz wyjątkowo on nas. Do pracy jechała akurat ekipa drogowców i kiedy na dźwięk silnika ciężarówki odwróciłem głowę, ledwo nawiązaliśmy z nimi kontakt wzrokowy – oni już machali do nas z paki zachęcając do wsiadania. Szczęście jest tym większe, że minęło nas w przeciągu dnia nie więcej jak 4 ciężarówki i kilkanaście samochodów. Chwilę potem byliśmy już wraz rowerami na górze Ziła i w taki oto sposób zaczynamy nasza dzisiejszą jazdę. Autostop, który sam zlapal autostopowiczów Jechało się miło. Jeden robotnik trzymał mój rower, drugi robotnik trzymał rower Piotrka, trzeci przymierzał moje okulary, a my zostaliśmy posadzeni na ławeczce, plecami opierając się o kabinę. Kiedy porobiliśmy zdjęcia naszym dobrodziejom, lekko się rozgościliśmy i nastawiliśmy się na dłuższą jazdę, okazało się, że oni wcale nie jadą tak daleko jak to myśleliśmy, że się dogadaliśmy. Porozumiewaliśmy się oczywiście głównie za pomocą gestów i domysłów, wtrącając co jakiś czas nazwę miasta Chakaten. Po niespełna 5 kilometrach panowie oznajmiają, że kończymy jazdę, bo oni mają dziurę w jezdni do załatania, a my resztę tego pierwszego podjazdu musimy pokonać o własnych siłach. Teren cały czas faluje, ale nachylenie drogi jest na wysoce akceptowalnym poziomie. Olbrzymich rozmiarów góra czeka nas dopiero w połowie dnia, a to jest jedynie przedsmak, rozgrzewka, mała próba generalna naszych możliwości. Od tejże przełęczy do granicy jest tylko 60 kilometrów, przy czym 30 z górki i również 30 po płaskim. Jeśli uda nam się pokonać podjazd względnie szybko, to jest nadzieja na dotarcie do Iranu przed zmrokiem. Tymczasem jedziemy wzdłuż granicy z Azerbejdżanem, gdzie droga momentami nawet przekracza granicę (tak przynajmniej pokazuje GoogleMap). Jest w miarę chłodno i naszło sporo chmur – co jest akurat dobrym omenem przed czekającymi nas stromiznami. Początkowo cały ten dojazd do granicy z Iranem miał wyglądać zupełnie inaczej, mianowicie chcieliśmy jechać przez miasteczko Kadżaran. Całkowicie inną trasą, pociągniętą bardziej na zachód i prowadząca finalnie na to samo przejście graniczne. Niestety wczoraj w Kapan – gdzie był rozjazd na obie drogi – okazało się, że jest ona zamknięta ze względu na jakieś osuwiska czy inne nieszczęście i niejako zostaliśmy zmuszeni do wybrania alternatywnej drogi prowadzącej przez Tsav i niejaki Park Narodowy Arevik. Pokonując kolejno dwie przełęcze po 1200 metrów, zaczynamy nieśmiało zbliżać się do wcześniej wspomnianego kolosa mierzącego ponad dwa kilometry. Samochodów jak na lekarstwo, a co za tym idzie szanse na złapanie stopa mizerne. Pakujemy w siebie po batoniku i ochoczo zabieramy się do pedałowania. No dobra, może czasem zerkamy do tyłu w poszukiwaniu potencjalnej ciężarówki, ale najwidoczniej limit autostopów wyczerpaliśmy z samego rana. Chmury utrzymują się praktycznie cały czas, momentami nachylenie robi się ostrzejsze, ale na ogół jedzie się przyjemnie i bez większego nakładu sił. Podjazd o długości niespełna 20 kilometrów wije się kolejnymi wzgórzami niczym groźnie wyglądające, niezidentyfikowane, czarne węże pełzające poboczami drogi. Pokonując kolejne zakręty nie sposób odgadnąć, w którym kierunku została poprowadzona droga i gdzie znajduje się przełęcz. Jesteś pewny, że szczyt będzie gdzieś tam za drzewami na prawo od drogi, a tutaj okazuje się, że ta została pociągnięta w zupełnie odwrotnym kierunku. Takie to urozmaicenie podczas monotonnej i ciągnącej się w nieskończoność jazdy. Zatrzymuję tymczasem jeden akurat przejeżdżający samochód, celem doinformowania się. Pytam grzecznie kierowcę ile kilometrów zostało do przełęczy i czy aby na pewno jedziemy w dobrym kierunku. Facet w średnim wieku zmarszczył brwi, porozumiewawczo spojrzał na dwie współpasażerki i stwierdził, że droga prowadzi do Agarak, omijając wcześniej Meghri – czyli dokładnie tam gdzie chcemy jechać. Jeśli zaś chodzi o kilometry do przełęczy to mówi, że nie powinno być więcej jak 5, ale głowy nie da. Poza tym, raczej nic spektakularnego się nie dzieje, jedynie raz zostaliśmy zgarnięci z drogi przez robotników zajmujących się wyciąganiem ciężarówki, która wypadła na zakręcie w nocy. Nieszczęśnik zmiótł barierki ochronne, skosił kilkanaście drzew i wylądował na samym dole skarpy. Zginął na miejscu. Sami robotnicy troszeczkę się nudzili czekając na jakiś większy transport, to też zaprosili nas na małe śniadanie. Majster – fan motoryzacji – opowiadał jak to jeździł po Europie swoją ciężarową Scanią i zachęcał nas, żebyśmy poczekali aż nadjedzie pomoc i wtedy oni zabiorą nas na przełęcz. Robotnicy którzy zaprosili nas na posiłek. Zajmowali się wyjmowaniem ciężarówki, która spadła z skarpy zeszłej nocy ... ciężarówka... kierowca zginął na miejscu. Dziękujemy za ofertę, ale postanawiamy sami podjechać te kilka serpentyn. Kiedy okazało się, że na liczniku stuknęło już 10 kilometrów, a przełęczy dalej nie było widać, z góry nadjeżdża samochód i zatrzymuje się na poboczu po drugiej stronie drogi. Wysiada z niego ten sam gościu i tym razem stanowczo oznajmia, że do przełęczy zostało równe 6 kilometrów. Jeszcze zerknął raz na swój licznik i upewniwszy się, że policzył dobrze ponownie kiwnął twierdząco głową. Dobry człowiek specjalnie dla nas zmierzył odległość i choćby przez wzgląd na to jestem mu wstanie wybaczyć wcześniejszą wpadkę. Jeszcze poprosił o zdjęcie wraz z żoną (jak mniemam) i odjechał w pośpiechu. Miły akcent na rozstanie się z Armenią i Ormianami. Niedługo potem byliśmy już na przełęczy i szanse na dojechanie do Iranu były jak najbardziej prawdopodobne. Uwielbiam ten moment, kiedy po pokonaniu ostatnich metrów podjazdu wyłania się całkowicie nowy, często zaskakujący widok. Na górze żadnego znaku informującego o przełęczy, a już na pewno nie o wysokości. Specjalnie odpalony na tę okazję GPS w telefonie informuje o ponad 2300 metrach, więc całkiem niezły wynik. Oczom naszym ukazują się przepastne pasma górskie. Niezliczona ilość poszarpanych, ostro zakończonych i bliźniaczo podobnych do siebie szczytów. Czeka nas teraz piękny zjazd, prowadzący aż do samej granicznej rzeki Araks. Porcja zdjęć z zjazdu: Opuszczona wioska po drodze... zjazd w stronę rzeki Araks - granicznej z Iranem Kiedy wreszcie docieramy do granicy, oczom naszym ukazuje się rwący, pokaźnych rozmiarów wodny potwór, ogrodzony z obu stron drutem kolczastym, kilkurzędowym płotem (oczywiście pod napięciem) i znakami informującymi o zakazie fotografowania. Nagle temperatura skacze do co najmniej 35 stopni i wszystkie polary i długie spodnie lądują z powrotem w sakwach. Teraz już na dobre 2,3 tygodnie, ponieważ meteorolodzy raczej nie przewidują anomalii pogodowych w Iranie i jakiegoś nagłego ochłodzenia… Szczęśliwie jadąc wzdłuż rzeki mamy wiatr w plecy, więc całkiem sprawnie przemieszczamy się w kierunku przejścia granicznego Agarak – Nordooz. Po drodze mieliśmy jeszcze małą kontrolę paszportów przez Ormiańskiego pogranicznika. Straciliśmy przez to trochę czasu, ponieważ mundurowy czekał długo na potwierdzenie telefoniczne, że nie jesteśmy gdzieś notowani i trochę zaczynaliśmy się bać o to, gdzie złapie nas noc. Nie mamy pojęcia jak długo potrwa jeszcze kontrola na przejściu, a wszyscy wiedzą, że nocowanie w sąsiedztwie granicy nie jest zbyt mądrym posunięciem. Mając w pamięci to, że w Iranie jest prohibicja, udajemy się jeszcze na ostatnie piwko w przydrożnym barze. Kobieta tam sprzedająca opowiada jak to się żyje przy granicy z Iranem, twierdzi, że w porządku, do Irańczyków nic nie ma, ale sama w swoim długim życiu nie odwiedziła nigdy sąsiada zza rzeki. Jak mówi, nie zależy jej, tu jest przecież dobrze, wszystko ma i co ona w ogóle by tam miała robić u tych całych ‘muslimów’. Zachęca nas także do wzięcia pokoju w jej małym hoteliku, ale niestety nie stać nas na takie luksusy. Mimo to pani częstuje nas serem, pomidorami i życzy powodzenia. Żegnamy się i nieśmiało podążamy w kierunku szlabanu granicznego. Ostatnie piwko zaraz przed granicą... Przejście graniczne Armenii z Iranem jest dość rozległe i można dostać się tam taksówką z Agarak, udać pieszo lub też ta jak my rowerem. Dowolność wyboru. Wizę oczywiście trzeba wyrobić wcześniej i nie ma takiej możliwości, żeby otrzymać ją na granicy. Cały proces wyrabiania wizy jest dość skomplikowany i nietani… Na granicy bez większych ceregieli. Rowery przeprowadzamy przez długi korytarz, na końcu którego krótkim salam wita nas oficer siedzący w swojej małej kanciapie. Wszyscy pogranicznicy zawsze wyglądają tak samo. Ospali, znudzeni, zrezygnowani. Ten także niemrawo przygląda się wizie i skrupulatnie, z wybitnie angielską flegmą wklepuje wszystkie nasze dane do komputera. W następnym okienku inny celnik przybija pieczątkę, sprawdza wizę, zadaje kilka pytań dotyczących nas i naszych celów podróży i … to wszystko. Nawet nikt nie zapytał co mamy w sakwach, nie mówiąc już o ich prześwietlaniu czy chociażby zajrzeniu do środka. Na koniec mundurowy rzuca równie ospale Khodafez i już jesteśmy w Iranie. Ps. Zwrot ten znaczy w Farsi – Do Widzenia lub bardziej poetycko – Niech Bóg Cię chroni. Nie wnikam, którego boga miał na myśli celnik i który ma większa moc na pograniczu chrześcijaństwa i islamu, ale miło z jego strony. Dobry ospały człowiek. Po drodze wymieniamy jeszcze po 50 dolarów u cinkciarza. Należy pamiętać, że w Iranie są jakby dwa kursy wymiany walut i nigdy, przenigdy nie wymieniajcie w bankach i innych oficjalnych instytucjach. Można stracić naprawdę wiele. Po lekkich negocjacjach z Panem cinkciarzem jesteśmy w IRANIE. W kraju ajatollachów, perskich dywanów, kraju tajemniczym, kraju gdzie litrami pija się czarną herbatę, gdzie Polska to Lahestan, kraju podobno życzliwych i otwartych ludzi i kraju gdzie homoseksualizm i picie alkoholu karane jest śmiercią. Niby dużo czytaliśmy, sporo artykułów, relacji na blogach, książek i niby wiemy czego się spodziewać, ale jakieś obawy i sporo niepewności pozostało. Dodatkowo zakładamy jeszcze na granicy długie spodnie, które prawo obowiązujące w Iranie (szariat) nakazuje nosić mężczyznom. Jak to jest naprawdę i czy tyczy się to rowerzystów przekonamy się w późniejszych dniach, ale jak na razie strach przed nieznanym bierze górę i wolimy nie ryzykować. Wszystkie wyobrażenia o Irańczykach, których niewielka ilość zaprzątała jeszcze nasze głowy, runęły 300 metrów od granicy. Pierwszy Irańczyk jakiego zapytaliśmy o drogę, zaraz po zatrzymaniu samochodu na poboczu i wyjściu do nas, zanim nawet odpowiedział nam na pytanie, pierw zapytał czy coś się stało i jak może nam pomóc. Obowiązkowo zapytał także skąd jesteśmy i pochwalił się, że również kiedyś jeździł z kolegą rowerami obwieszonymi sakwami. Z uśmiechem na ustach – całkiem niezłym angielskim – powitał nas w swoim kraju, obdzwonił 3 znajomych, aby upewnić się, że posyła nas właściwą drogą i na koniec poprosił o zdjęcie na pamiątkę – żeby móc pokazać właśnie znajomemu sakwiarzowi. W miedzyczasie kilku innych rozentuzjazmowanych kierowców radośnie trąbiło w naszym kierunku – życzliwie przy tym machając. Nikt nie krzyczał, nikt nie groził…. Tak nas wita Iran, jednak na szersze obalanie stereotypów przyjdzie jeszcze czas w późniejszych wpisach. Wszak spędzimy tutaj ponad 2 tygodnie. Tymczasem robi się ciemno, a my jesteśmy w dalszym ciągu obok granicy. Wszyscy podróżni zgodnie twierdzą i jest to zasada numer jeden tycząca się noclegów na dziko, że nie należy spać przy granicy żadnego państwa. Jeśli jest to Iran, to tym bardziej. Dramatyzmu całej sytuacji dodaje to, że zaczął się właśnie podjazd i kilometry wpadają nad wyraz wolno. Nie mamy wyjścia i zmuszeni jesteśmy rozbijać się raptem 1500 metrów w linii prostej od granicy… To nie jedyny problem. Znalezienie miejsca na namiot także nie było łatwe. Mimo że wokoło żadnych zabudowań i świateł, ciężko było znaleźć jakieś płaskie, a zarazem osłonięte od drogi i granicy miejsce. W końcu kiedy było już bardziej ciemno niż jasno, odbiliśmy na kamienną ścieżkę, prowadzącą gdzieś jeszcze bardziej w górę i nie wybrzydzając zaczynamy brać się za rozkładanie namiotu. Tak – tym razem tylko jednego, ponieważ nie było czasu ani miejsca na dwa, a trzeba jeszcze coś przecież ugotować do jedzenia zanim totalnie będzie ciemno. Tym sposobem Piotrek bierze się za rozstawianie i mocowanie namiotu, a ja za odpalanie kuchenki. Obaj walczymy przy tym z mocnym wiatrem, który ani nie pozwala założyć tropiku na namiot, ani zagotować wody pod makaron… Kiedy już się uporaliśmy z całym tym biwakiem, wszystko ogarnia głucha cisza. Wiatr ustępuje, wokoło ciemna pustka, żadnych lamp. Szczęśliwie udało się nam znaleźć takie miejsce, że z drogi nas praktycznie nie widać, a od granicy dzieli nas niewielka skarpa. Tym sposobem jesteśmy w miarę bezpieczni, ale i tak trochę boimy się nocnej wizyty jakichś pograniczników. Wszak mogą za tym iść niemiłe konsekwencje z posądzeniem o szpiegostwo włącznie.
Elburs[a] (pers. البرز, Alborz) – pasmo górskie w północnym Iranie, w północno-zachodniej części Wyżyny Irańskiej. Od Morza Kaspijskiego oddzielone wąską Niziną Wikipedia, licencja CC BY-SA Położenie Najnowsze artykuły z tej lokacji Brak artykułów i galerii z tej lokacji. Kliknij tutaj, aby dodać nowy artykuł.
Iran może nie wydawać się twoim typowym celem podróży turystycznych iz pewnością prawdą jest, że teokratyczne junty, zapał do wszystkiego, co nuklearne, i opowieści o autokratycznych szachach z minionych dziesięcioleci nie dają najbardziej kuszących koktajli podróżniczych. Ale Iran nie jest jak większość krajów Bliskiego Wschodu. Tysiące powstających i upadających cywilizacji - Persowie, Partowie, Safawidzi - wszyscy poszli przed współczesnym narodem, a ich chwała i bogactwo zrobiły coś, by zaszczepić dzisiejszemu krajowi dumę i stabilność, która jest zazdrością wielu sąsiadów (nawet jeśli nie przyznają się do tego). Dziś oznacza to, że Iran rzuca się w przyszłość, wciąż trzymając się mocno swojej olśniewającej przeszłości - to ciekawa dychotomia, która naprawdę informuje całe miejsce. Możesz przemieszczać się między kawiarniami boho i awangardowymi galeriami sztuki w Teheranie lub szukać majestatycznych madras w miastach takich jak Esfahan i Yazd. Możesz wyrzeźbić stoki w Dizin lub prześledzić ślady Kserksesa i Dariusa w Persepolis. Pozwala zbadać najlepsze miejsca do odwiedzenia w Iranie:1. Isfahan Źródło: flickrNaqsh-e Jahan Square, Esfahan Pozłacany bogactwem kolejnych królów, sułtanów i muzułmańskich kalifów, niż można potrząsnąć kobaltowo-niebieskim garnkiem z górskiej wioski Zagros, wspaniałe miasto Isfahan jest bez wątpienia jednym z najpiękniejszych w całym Iranie. Jego serce jest zdominowane przez kolosalny plac Naqsh-e Jahan; wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, otoczone meczetami z ceramicznymi frontami i wspaniałymi pałacami Safawidów. Gdzie indziej i bełkotliwe fontanny ustępują miejsca porośniętym drzewami alejkom, legendarne madrasy pojawiają się na ulicach, a arabeskowe suki pękają z wielobarwnych stosów przypraw i dywanów z frędzlami ze wschodu. W skrócie: Esfahan to Iran, który naprawdę musisz może nie wydawać się twoim typowym celem podróży turystycznych iz pewnością jest prawdą, że teokratyczne junty, zapał do wszystkiego, co nuklearne, i opowieści o autokratycznych szachach z dziesięcioleci minęły, nie stanowią najbardziej kuszącego koktajlu podróżniczego. Ale Iran nie lubi większości krajów Bliskiego Wschodu. Tysiące powstających i upadających cywilizacji - Persowie, Partowie, Safawidzi - wszyscy poszli przed współczesnym narodem, a ich chwała i bogactwo zrobiły coś, by zaszczepić dzisiejszemu krajowi dumę i stabilność, która jest zazdrością wielu sąsiadów (nawet jeśli nie przyznają się do tego). Dzisiaj oznacza to, że Iran rzuca się w przyszłość, wciąż przywiązując się do swojej olśniewającej przeszłości - to ciekawa dychotomia, która naprawdę informuje całe miejsce. Możesz przemieszczać się między kawiarniami boho i awangardowymi galeriami sztuki w Teheranie lub szukać majestatycznych madras w miastach takich jak Esfahan i Yazd. Możesz wyrzeźbić stoki w Dizin lub prześledzić ślady Kserksesa i Dariusa w Persepolis. Pozwala zbadać najlepsze miejsca do odwiedzenia w Iranie:1. Isfahan Źródło: flickrNaqsh-e Jahan Square, Esfahan Pozłacany bogactwem kolejnych królów, sułtanów i muzułmańskich kalifów, niż można potrząsnąć kobaltowo-niebieskim garnkiem z górskiej wioski Zagros, wspaniałe miasto Isfahan jest bez wątpienia jednym z najpiękniejszych w całym Iranie. Jego serce jest zdominowane przez kolosalny plac Naqsh-e Jahan; wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, otoczone meczetami z ceramicznymi frontami i wspaniałymi pałacami Safawidów. Gdzie indziej i bełkotliwe fontanny ustępują miejsca porośniętym drzewami alejkom, legendarne madrasy pojawiają się na ulicach, a arabeskowe suki pękają z wielobarwnych stosów przypraw i dywanów z frędzlami ze wschodu. W skrócie: Esfahan to Iran, który naprawdę musisz Shiraz Źródło: flickrNasir al-Mulk Mosque, Shiraz Sziraz jest znanym i lubianym przez wielu romantycznych poetów i podróżników i czczonym jako miejsce narodzin wielkich perskich twórców słów Hafeza i Sa'di.. Odwiedzający będą mogli zobaczyć wielkie grobowce tych pisarzy położonych między porośniętymi palmami, kwitnącymi ogrodami Afif abad i Eram, a także skomplikowane arabeskowe wnętrza meczetu Nasir al-Mulk i tysiącletni Qor „Brama. Zaskakujące jest to, że miasto nadaje nazwę popularnemu szczepowi wina, i pomimo kaskadowych winnic w prowincji Fars, które już dawno wyschły, sądzono, że niektóre z najwcześniejszych białych napiwków były produkowane tutaj prawie siedem tysięcy lat temu!3. Teheran Źródło: flickrAzadi Tower, Teheran Jedno jest pewne: Teheran na pewno nie wygląda jak Shiraz czy Esfahan. Oprócz surowej ściany pokrytych śniegiem Gór Alborz, które wznoszą się jak falanga na północnym krańcu miasta, miejsce to jest w dużej mierze zdominowane przez betonowe i pełne smogów korki uliczne.. Jednakże, lubisz to lub nienawidzę, ta rozległa metropolia jest epicentrum polityki i gospodarki kraju, a to na pewno się liczy, prawda? Cóż, naprawdę dużo. Wielkie zabytki, takie jak Wieża Azadi, zostały tu wzniesione, a błyszczące cuda Skarbu Narodowych Klejnotów i zmumifikowanych książąt Narodowego Muzeum Iranu to tylko niektóre z niesamowitych relikwii, które można zobaczyć. Dodaj do tego połączenie stylowych herbaciarni i kawiarni, szalonych bazarów i młodzieńczej energii studenckiej, a Teheran naprawdę nie jest taki zły!4. Dizin Źródło: flickrDizin Umieszczona na wysokości prawie 3000 metrów w śnieżnych górach Gór Alborz, gdzie europejskie Kaukaz rozbijają się o azjatyckie pasma, mała stacja kolejki Dizin ugruntowała swoją pozycję jako jedno z najlepszych miejsc sportów zimowych w Iranie. Z dobrymi przygotowanymi trasami, od umiarkowanych trudności do trudnych tras, a także z kolejkami linowymi i wyciągami krzesełkowymi, które po raz pierwszy zostały zainstalowane w latach 60. XX wieku, ten gwałtowny kurort jest jednym z najlepszych miejsc, w których można jeździć na nartach i salopetach.. Są też hotele w stylu alpejskim i niesamowite widoki na stożek masywnej góry Damavand w Yazd Źródło: flickrAmir Chakhmakh, Yazd Adobe Warren starego miasta Yazd jest jak coś z Arabian Nights. Tu i tam wieżyczki pozłacane w skomplikowanych geometrycznych wzorach nad kopułami meczetu; zapachy kadzidła i miętowej herbaty skręcają się z kawiarni. Tymczasem środek miasta jest zdominowany przez tajemnicze zaratusztryjskie świątynie ognia i kolczaste minarety szyickiej husarii, czyli kompleks Amir Chakhmakh. A potem są suki, gdzie diabły kurzu kręcą się między emporium bawełny i jedwabiu, a fajki sziszowe puchną w tle. Tak, to dokładnie takie miejsce, którego spodziewałbyś się po śladach jednego Marco Polo!6. Persepolis Źródło: flickrPersepolis Wielcy królowie o imieniu Cyrus, Darius i Kserkses kiedyś postawili stopę między spalonymi słońcem uliczkami Persepolis, gdyż to tutaj, pośród jałowych winnic Shiraz i paplaniny rzeki Pulvar, potężne imperium perskie uczynił swój dom od V wieku do III wieku pne. Dziś pozostały tylko ślady tej niegdyś potęgi na wschodzie, z gromadą wyłaniających się marmurowych kolumn i kilkoma stelami, które pozostały do oznaczenia wielkiego kompleksu wśród wschodzących wzgórz Rahmet Mountain. Podróżni mogą zanurzyć się w historii, a nawet zobaczyć grobowiec szanowanego króla Dariusza Tabriz Źródło: flickrBłękitny Meczet Z historią ponad 4500 lat, istnieją dowody na to, że Tabriz jest jednym z najstarszych nieprzerwanie zamieszkałych miast na świecie. Ta głęboka przeszłość objawia się teraz w warstwach architektonicznego majestatu, z którego znane jest to miejsce, w takich miejscach jak kolosalny Błękitny Meczet z 1465 r., Który wypatroszono mieniącą się ceramiką o głębokim niebieskim kobalcie. Kolejną prawdziwą rzeczą, którą należy zobaczyć, jest rozległy Bazar Tabriz, znany jako jeden z wielkich placówek handlowych starego Jedwabnego Szlaku. Dziś sklepione stropy i wnęki tego starożytnego centrum handlowego wciąż pękają z połyskującej złotej biżuterii i krwistoczerwonych dywanów, słodko pachnących tureckich wypieków i smaków przypraw ze Meszhed Źródło: flickrAli al-Ridha Maszhad jest uświęcony dla wielu Irańczyków. Mieści się tam czczony grobowiec ósmego imama szyickiego islamu: Ali al-Ridha (lub Imam Reza). Jest to bardzo święte miejsce i jest odpowiednio oznaczone kolosalną świątynią Imam Reza, która rozciąga się na prawie 600 000 metrów kwadratowych w środku miasta; połyskująca masa odzianych w złoto minaretów, które sięgają ponad 30 metrów w nartach i wspaniałe kopuły pokryte szlachetnym metalem (jest to z pewnością jedna z najbardziej zapierających dech w piersiach architektury w kraju). Z dala od tego must-see i Mashhad ma także czyste ulice i ciekawą sztukę rzeźbiarską, nie wspominając o niektórych curry z szafranem, które z pewnością nadają kubkom smaku mrowienie!9. Raszt Źródło: flickrRasht Dla Irańczyków Rasht reprezentuje bramę do Shomal - regionu zielonych wzgórz i wysokich opadów, który jest naprawdę niepodobny do nigdzie indziej w kraju. Wyjątkowe warunki klimatyczne wysokich grzbietów otaczających miasto są możliwe dzięki jego godnej pozazdroszczenia lokalizacji na skraju Morza Kaspijskiego, co zdarza się również, że było to szereg innych ciekawych atrakcji. Mówimy o relikwiach w stylu ZSRR dotyczących sympatyków ZSRR Mirzy Kouchaka i liściastych fasadach w stylu europejskim Shahrdari w centrum. Jednak to wycieczki do przepięknego Golestańskiego Parku Narodowego, gdzie mgliste lasy mieszczą perskie lamparty, które zwykle pojawiają się na atutach!10. Kerman Źródło: flickrKerman Stara placówka handlowa Kerman, otoczona przez rozległe pustynie południowego Iranu, nadal trzyma się tętniącego życiem charakteru handlowego, jaki posiadał od czasów, gdy główne szlaki handlowe między Arabią a Indiami przeszły tędy. Sprawdź rozległy bazar w sercu miasta, gdzie pięć przypraw miesza się z chili i kolendrą w proszku między sklepionymi emporium. Są też ziemiste tureckie łaźnie, w których można się kąpać, i warren z ceglanymi uliczkami do wędrówki. A kiedy miasto się skończy i odkurzy, pamiętaj, aby założyć buty i odważyć się na ochrowe wzgórza w prowincji Kerman..11. Kashan Źródło: flickrAmeri House Kashan wyrasta z pustyń północnego Iranu w połowie drogi między Esfahan a stolicą w Teheranie. Jest to miasto oazowe, pełne kwitnących kieszeni palm daktylowych i zielonych ogrodów, które są karmione szumiącymi strumieniami irygacyjnymi. Budynki są jednak wyraźnie adobe i brown, z wyjątkiem - oczywiście - eleganckich rezydencji Tabatabaie Residence, Ameri House i kopuł Aqabozorg. Są to pozostałości królewskiej rodziny Qajari, którzy przybyli tu i wznieśli wspaniałe budynki mieszkalne w XVIII i XIX wieku. Jest też tętniący życiem bazar i piękne widoki na góry na Kish Źródło: flickrKish Zaledwie 19 kilometrów na południe od wybrzeża Iranu, w lśniących wodach Zatoki Perskiej, ponad milion ludzi odkrywa wyspę Kish każdego roku. Przyjeżdżają, aby tarzać się w miejscu, które pod wieloma względami nie przypomina swojego kraju ojczystego; miejsce, w którym wielkie kasyna zbiegają się w porośniętych palmami ogrodach bogatych hoteli kurortowych. Istnieją jednak dwie inne atrakcje, które zapewniają stały strumień turystów na Kish: sklepy i plaże. Pierwszy z nich obejmuje centra wolnocłowe, które otaczają główne miasto, a ten drugi ma postać musujących białych piasków, raf koralowych i niesamowitego nurkowania z akwalungiem..13. Hamadan Źródło: flickrGrób Awicenny Wykuwane przez Medów i Asyryjczyków, Persów i Partów, to niegdyś wielkie miasto może nie być legendarną metropolią, jaką było w starożytności, ale wciąż jest przesiąknięte całą kulturą, jakiej można oczekiwać od miejsca z tysiącami lat historii. Jest to chyba najbardziej znany dom grobu Awicenny, który kronikuje i czci życie prawdopodobnie najbardziej totemicznego myśliciela naukowego w świecie islamskim. Są też inne niesamowite widoki, takie jak Jaskinia Ali Sadr, która jest największym jeziorem jaskiniowym na planecie, oraz napisy Ganjnameh, wykonane przez starożytnych królów perskich Dariusza i Qom Źródło: flickrQom Kom uważana jest za jedno z najświętszych miast Iranu. Jest wypełniona strzelistymi iglicami minaretowymi i turkusowymi kopułami totemicznych meczetów (nie przegap przystojnego meczetu Ahlulbayt). Jest to jedno z centrów kulturalnych i religijnych w kraju, ma też uznanych madras i przyciąga ogromne rzesze pielgrzymów przez cały rok. Większość zastanawia się nad filigranami i szanuje ich w Sanktuarium Fatimskim w Al-Massumeh, które jest miejscem spoczynku siostry ósmego Imama Szyickiego Ramsar Źródło: flickrRamsar Ramsar jest starannie ułożony pomiędzy surowymi wzniesieniami gór Alborz i chlupiącymi wodami Morza Kaspijskiego. To prawdziwie godna pozazdroszczenia lokalizacja; taki, który nasyca to miasto neoklasycznymi frontami hoteli i wysadzanymi palmami alejami z mnóstwem dobrych plaż i kilkoma poważnie oszałamiającymi panoramami wzgórz, które wznoszą się na północ od Kaukazu w Azerbejdżanie. Miejsce to od dawna jest jednym z najlepszych nadmorskich rekolekcji dla irańskich luminarzy i nadal przyciąga gorącymi źródłami i słynnymi wodami leczniczymi.
Samotność, oślepiające słońce w dzień, mróz w nocy – wędrówka przez góry Zagros nie należy do typowych pomysłów na wakacje. ZOBACZ GALERIĘ >>> Temperatura przekracza 35 stopni. W takim upale nie da się wędrować szybko. Odmierzam więc spokojnie kroki, kilometry i godziny, jakie pozostały mi do późnego popołudnia. Wtedy żar osłabnie, a ja będę mógł przyspieszyć. Wokół pomarańczowe i brązowe wzgórza pokryte suchymi trawami, ciągnące się po horyzont. Kompas i stara radziecka mapa muszą mi wystarczyć do wyznaczania drogi przez te pustkowia. Cztery lata wcześniej przyjechałem po raz pierwszy do Iranu. Wędrowałem ulicami starych perskich miast, namacalnie czując 3 tys. lat historii. Pod dachami miejscowych ludzi spędziłem wiele dni i nocy. Poznałem trudną współczesność tego kraju. Kiedy wyjeżdżałem po pięciu tygodniach, byłem nim zafascynowany. Chciałem wrócić i dotrzeć do miejsc, których podczas pierwszej krótkiej wizyty nie udało mi się odwiedzić. Gdy już w Polsce patrzyłem na mapę Iranu, mój wzrok stale zatrzymywał się na potężnym łańcuchu górskim ciągnącym się przez całą zachodnią część kraju. Góry Zagros – mało poznane i opisane, ziemia na poły nieodkryta, pustynna, poprzedzielana wysokimi pasmami. Pomysł, by przejść je w całości, nie dał mi spokoju. Spakowałem minimalny zestaw sprzętu i poleciałem do Teheranu. Ruszyłem samotnie zmierzyć się z górami i z samym sobą – pokonać pieszo ponad 2 tys. km. Początek drogi Zaczynam od miasta Tebriz i północno-zachodnich prowincji zamieszkałych przez irańskich Azerów i Kurdów. Choć to dopiero początek mojej wędrówki, trudno o miejsce bardziej oddalone od cywilizacji niż wzgórza nad brzegami wysychającego jeziora Urmia i wzdłuż granicy z Irakiem. A jednak szybko zdaję sobie sprawę, że otaczają mnie jedne z najpiękniejszych gór, jakie widziałem. Zachodzące słońce wydobywa z nich dziesiątki kolorów. Narzucam sobie plan na każdy dzień: 14 godz. marszu i przejście w tym czasie 35 km. Mój podstawowy zapas wody to cztery litry na dzień. Poza tym niosę 10-litrowy bukłak, na wypadek gdybym nie znalazł strumienia lub źródła przez dwa lub trzy dni. Na szczęście niemal nigdy nie jest mi potrzebny. Co pewien czas otwiera się przede mną dolina, w której zielenią się drzewa i pola ogrodzone kamiennymi murkami. W takich miejscach mogę zmyć z siebie kurz i nabrać wody. A także spotkać ludzi. To właśnie mieszkańcy tych gór sprawiają, że wędrówka staje się pasjonująca. Byłem zmuszony wziąć jak najlżejszy bagaż. Nie mam namiotu, za schronienie służy mi płachta rozbijana na kijkach trekingowych. Jej zaletą jest piórkowa waga, wadą – żółty kolor. Przyciąga owady i wzrok postronnych osób. Ma to czasem swoje dobre strony. Któregoś wieczoru, zmęczony upałem, rozbijam się na skraju sadu w dolinie niedaleko Miandoabu. Mimo ciemności wypatrzył mnie właściciel szykujący z bratem transport owoców na następny dzień. Zaprosił mnie do ognia, dał koc. Razem zjedliśmy kolację. W Iranie obcy szybko staje się gościem, a przybycie gościa jest zawsze świętem. Innym razem dostrzegłem rodzinę zbierającą winogrona. Prawo zabrania produkowania z nich alkoholu, owoce suszy się więc na rodzynki. Przełamując nieśmiałość i nieznajomość języka, zapytałem, czy mogę zrobić zdjęcie. Oczywiście! Skoro jednak wszedłem na podwórze, nie zdołałem opuścić go tak po prostu. Jedna fotografia zamieniła się w kilkugodzinne spotkanie. Irańczycy namawiali mnie, bym został na noc, nie chciałem jednak nadużywać ich uprzejmości. Wymknąłem się o zachodzie słońca. Jeszcze kilka godzin wędrowałem w świetle księżyca, zanim pokonało mnie zmęczenie. Kiedy jeszcze w Polsce oglądałem góry Zagros na zdjęciach satelitarnych, wydawały mi się bezludne. Nastawiłem się na samotność. Dopiero po wejściu w nie zobaczyłem wsie, pastwiska, drogi i ludzi – żyjących od wieków w tym surowym środowisku. Z czasem zacząłem wręcz wybierać bezdroża, byle tylko przez cały dzień być samemu. Przejście Zagrosu miało mnie nauczyć jednego: podróż nie zawsze daje nam to, czego szukaliśmy. Zawsze jednak daje coś w zamian. Zima niespodziewana Zima dopada mnie wcześniej, niż się spodziewałem. W połowie listopada, po sześciu tygodniach marszu, trafiam w masyw Dena, najwyższe partie gór Zagros. Szczyty przekraczają tam 4 tys. m, a mój szlak nieraz prowadzi przez przełęcze na wysokości ponad 3 tys. m. Jeszcze siedząc w domu nauczyciela niedaleko Chorramabadu, z niepokojem słuchałem wiadomości o śnieżycach, które zaatakowały Tebriz i Miandoab – miasta, w których jeszcze niedawno byłem. U mnie pogoda jak na razie jest bez zarzutu. Za dnia idę w słońcu głębokimi dolinami, noce są jednak lodowato zimne. Raz pod swój dach przyjmują mnie pasterze. Na zewnątrz ściska mróz, a my skupiamy się wokół piecyka na naftę i rozmawiamy do późnej nocy. Jeden z pasterzy sięga po stojące w ukryciu pudełko i wyciąga kawałek drutu z czymś smolistym na końcu. Rozżarzonym metalem dotyka do czarnej substancji i pomieszczenie wypełnia się słodkawym ziołowym zapachem. Zaciągamy się po kolei. – Terjak – mówi mężczyzna, a potem kładzie palce na ustach i uśmiecha się. Kiwam głową. Opium, masowo sprowadzane z gór Afganistanu, znajduje w sąsiednim Iranie miliony nabywców. Dla starszych środek przeciwbólowy i uspokajający, dla młodszych forma rozrywki i sposób na zapomnienie o rzeczywistości. O świcie wychodzę na drogę, chcąc dojść przed zmrokiem do końca doliny i wsi Kelouse, którą otaczają najwyższe wierzchołki Zagrosu. Setki metrów zejść i podejść kończą się potężnym grzbietem, w którym widnieje zasypana śniegiem przełęcz. To jedyna droga. Czy dam radę przebić się na drugą stronę? Niskie buty grzęzną w śniegu, ślizgają się na kamieniach. Wreszcie, w półmroku, znajduję drogę w dół, a później ludzi i schronienie. Im dalej idę, tym częściej jestem dłużnikiem tych wszystkich, którzy przyjęli mnie pod swój dach. Ta podróż nigdy by się bez nich nie udała. Farzada spotykam na drodze, 50 km na wschód od Szirazu, stolicy prowincji Fars. Mówi świetnie po angielsku. Zatrzymuję się w jego domu. Słucham opowieści o rodzinie i ostatnich 35 latach, które zmieniły Iran nie do poznania. – Przed laty do tego domu przyjeżdżały tłumy gości z Europy. Po rewolucji islamskiej to się skończyło. Jesteśmy odcięci od świata, a nasi rządzący dbają tylko o napychanie własnych kieszeni – mówi z goryczą. – Szacha obalono, ale wolności nie odzyskaliśmy. Farzad pesymistycznie patrzy w przyszłość. Nie tylko ze względu na politykę. – Spójrz na tę okolicę – pokazuje piaszczyste wzgórza. – 50 lat temu mieliśmy tu pola, biegały jelenie, a woda płynęła otwartymi kanałami od strony gór. Teraz sprowadzamy ją tylko rurami, aby nie wsiąkła w ziemię. Zwierzęta i pola zniknęły, zniknęła także woda, która utrzymywała je w tym miejscu. Od kilku lat nie padał większy deszcz i cała kraina dotknięta jest suszą. – A gdzie podziała się woda? – pytam. – Zabrało ją intensywne rolnictwo i zmieniający się klimat. Od strony pustyni napływa do studni słona woda. Trudno cokolwiek uprawiać, więc wielu z nas przenosi się do miasta. Z jednej strony susza, z drugiej – konflikt rządu z Zachodem. Trudno być optymistą. Niewiele słów usłyszanych w tej podróży trafiło do mnie tak mocno. Oddają one myśli milionów Irańczyków. Pragnący wolności i kontaktu ze światem pozbawieni są jednego i drugiego. I nie mogą się pogodzić z tym, że choć witają z otwartym sercem każdego, kto przybywa do ich kraju, poza jego granicami postrzegani są jako fanatycy. U celu Po 76 dniach wędrówki wyczerpany docieram do ostatnich szczytów Zagrosu. Minąwszy nadbrzeżne wsie, trafiam do portowego miasta Bandar-e Abbas. Jeszcze tylko godzina marszu i o zachodzie słońca staję nad Oceanem Indyjskim. Dalej nie ma dokąd iść. Wygląda na to, że cel został zrealizowany. Co jednak było celem? Czy tylko wytyczenie szlaku przez góry Iranu? Gdy o tym myślę, widzę, że istotą były spotkania z mieszkańcami wsi zagubionych w Zagrosie, obserwowanie ich życia z dala od miast. A także doświadczenie niezrównanej gościnności, przeczącej wszystkim stereotypom, jakimi obrósł ten kraj. Warto wiedzieć ■ DOJAZD Najtaniej liniami Pegasus Airlines. Cena biletu przez Lwów i Stambuł do Teheranu to 700 zł w jedną stronę. ■ TRANSPORT Najlepiej korzystać z autobusów – są wygodne i tanie (50 zł za 1000 km!). ■ NOCLEGI W tanich hotelach za noc płaci się ok. 400 tys. riali (50 zł). ■ JEDZENIE Kuchnia Iranu jest znana na świecie. Warto spróbować dań z baraniny, ghormeh sabzi, słodyczy i kilku rodzajów chleba. ■ BEZPIECZEŃSTWO Iran jest bezpieczny! Nie ma rozbojów, terroryzmu ani naciągaczy typowych dla turystycznych miejsc. Jest to jednak kraj policyjny. Spodziewajcie się sporadycznych kontroli dokumentów. Unikajcie terenów w pobliżu granicy z Afganistanem i Pakistanem. Alkohol jest zakazany, a kobiety muszą zakrywać włosy i ramiona. Łukasz Supergan
pasmo górskie w iranie